Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Witajcie Kochani,

Wiecie, że zwracam zawsze uwagę na skład, ale produkty niektórych marek biorę już w ciemno. Kosmetyki Babydream kojarzyły mi się wyłącznie z maluchami i jakoś zupełnie przeoczyłam fakt, że mają również w swoim asortymencie parę produktów dla przyszłych mam. I tak szukając czegoś łagodnego do mycia ciała trafiłam na Babydream fur Mama Wohlfuhl Bad. Nie czytając składu wsadziłam do koszyka i cieszę się moim kolejnym odkryciem.





To kremowe mleczko do kąpieli możecie kupić w Rossmannie za ok 9 zł/500ml. Niby nie dużo, ale... Niestety produkt jest dość wodnisty i mało wydajny. W zasadzie to jego jedyna wada...
Hej!
Trochę mnie tu nie było, ale małymi kroczkami wracam do mojego blogowego azylu. :) W ostatnim czasie zwaliło mi się na głowę mnóstwo spraw i nieprzyjemnych zdarzeń, które totalnie wyłączyły mnie z normalnego funkcjonowania. Może powstanie kiedyś o tym osobny post... 

Tymczasem krótko o moim przecudnym odkryciu jakie poczyniłam parę miesięcy temu i zdążyłam wypróbować już w paru wersjach, a mianowicie o substytucie genialnego produktu jakim jest Make Up For Ever HD powder. 



Te z was, które miały okazje być posiadaczkami oryginału, znają jego zalety. Puder doskonale utrwala makijaż i matuje cerę, ale bez efektu maski. Jest całkowicie transparentny, choć konsystencją bardzo przypomina talk. Jedyną wadą oryginału jest jego cena - ok 170 zł za 8,5 g. Jak dla mnie jest to cena zaporowa... Dlatego szukając odpowiednika, znalazłam akurat jego brata bliźniaka, a mianowicie Krzemionkę Spherica P1500 ze sklepu kolorowka.com.
Zazwyczaj kupuję swoje odżywki w Internecie, ale swojego czasu wypatrzyłam w Rossmannie fajne produkty Petal Fresh Organics. Przejrzałam składy i zupełnie oczarowana czekałam na promocję. Parę dni później trafiłam w Hebe na odżywkę z serii Color Protection w promocyjnej cenie 14,99 zł i bez zastanowienia kupiłam.


Marka Petal Fresh Organics jest stosunkowo nowa na naszym rynku i zdecydowanie warta uwagi. Przywędrowała do nas z USA i byłam tym dość zdziwiona, bo wydawało mi się, że Amerykanie raczej średnio gustują w ekologicznych kosmetykach. A tu proszę, miłe rozczarowanie.

Witajcie, 
Dziś mam dla Was recenzję drugiego rosyjskiego szamponu, który stosuje już od 2 tygodni. Pod lupę wzięłam tym razem Rokitnikowy szampon do włosów przesuszonych zabiegami fryzjerskimi od Planeta Organica.

Witajcie moi drodzy!
Ostatnio prawie nie trafiam na buble zakupowe. Może to dlatego, że kupuję bardziej przemyślanie? Ale czy to w ogóle możliwe w przypadku kobiet? 

Niedawno pisałam Wam o kredkach od Benecos, z których jestem bardzo zadowolona. Oprócz nich zaryzykowałam z cieniami i i nie żałuję. Jak zwykle, szukałam czegoś w miarę naturalnego, przyjemnego w użytkowaniu i do tego taniego. W Ekodrogerii po raz kolejny postawiłam na Benecos (klik na zdjęcie poniżej)



Cena: 23,50 zł/4,8g
Skład (INCI): Talc, Mica, Tapioca Starch*, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Silica, Glyceryl Caprylate, p-Ansic Acid, Limonene, Parfum (Essential Oils), Tin Oxide, Citral, Linalool, CI 77491, CI 77891, CI 77499, CI 77742, CI 77007, CI 77492, CI 77007

Lato zbliża się wielkimi krokami a z nim nasza skóra staje się jeszcze bardziej wymagająca. W upalne dni szczególne ważne jest nawilżanie. Od dawna uwielbiałam stosować różnego rodzaju wody termalne lub mgiełki nawilżające, ale innym świetnym, a do tego tanim sposobem odświeżania spragnionej skóry są hydrolaty. 

Ostatnio w gratisie od Ekodrogerii dostałam hydrolat pomarańczowy, o bardzo przyjemnym miodowo-cytrusowym zapachu. 



Witajcie, 

Ostatnio dużo się u mnie działo i dosłownie wyrywam czas by coś napisać… Swoją drogą podziwiam bloggerki, które umieszczają wpisy codziennie! Chyba ich doba trwa 48godzin! 

U mnie ostatnio sporo nowości zakupowych. Dzisiaj chciałam Wam pokazać 2 fajne produkty, które podobnie jak podkład Lavery, zakupiłam w Ekodrogerii. Szukałam dobrych, ale i niedrogich kredek do oczu. W rozpędzie kupiłam 2 od firmy Benecos, jedną czarną, drugą w kolorze kości słoniowej. Cena za sztukę to 12 zł.


Witajcie Kochani, 

Dziś chciałabym podzielić się moim odkryciem w kwestii makijażu. Uwielbiam podkłady mineralne, ale czasami potrzebuję mocnego krycia i zmatowienia skóry. W EKODROGERII wpadł mi w oko taki oto podkład. 



Kupiłam, wypróbowałam i...Zakochałam się totalnie! Moja skóra należy raczej do problematycznych z tendencją do przetłuszczania się i przebarwień. Ktoś kto ma podobną cerę wie doskonale, że ukrycie takich defektów podkładem mineralnym to niezłe wyzwanie. Tu nie miałam takiego problemu. Zacznijmy od składu, bo ten zawsze jest dla mnie kluczowy.


SKŁAD: olej rycynowy*, dwutlenek tytanu, trykaprylin, olej sojowy*, mika, lauroil lizyny, kwas krzemowy, olej słonecznikowy*, wosk z sumaka lakierodajnego, kwas stearynowy, tlenek żelaza, uwodorniony olej jojoba, uwodorniony olej roślinny, oksychlorek bizmutu, uwodorniony olej rzepakowy, lecytyna, tlenki żelaza, olej arganowy*, masło shea*, olej kokosowy*, masło kakaowe*, oliwa z oliwek*, wyciąg z kwiatów róży stulistnej*, wyciąg z kwiatów lipy*, wyciąg z kwiatów malwy*, wyciąg z owoców rokitnika*, olej z lnicznika siewnego, olej roślinny, uwodorniona lecytyna, tokoferol, olej słonecznikowy, palmitynian askorbylu, tlenek cyny, woda, alkohol*, zapach**, limonen**, salicylan benzylu**, linalol**, geraniol**, cytral**, cytronelol**, alkohol benzylowy**.

* składniki pochodzące z certyfikowanych upraw biologicznych

** z naturalnych olejków eterycznych

Skład jak najbardziej naturalny i bogaty. Bałam się jedynie oleju kokosowego, który przy skórze problematycznej może zapychać. Na szczęście nic u mnie takiego nie miało miejsca. 

Podkład stosowałam tylko jako bazę. Na to kładłam mineralny puder wykańczający. Efekt - cera nieskazitelna, przebarwienia ukryte, koloryt wyrównany, cara zmatowiona. Mogę śmiało przyrównać go trwałością do podkładów tradycyjnych wypełnionych silikonami.

Odnośnie samego opakowania. Pod pokładem mamy ukryty poziom z lusterkiem i gąbeczką, która jest bardzo przyjemna w aplikacji.



Kochani, ciąg dalszy rosyjskiego szaleństwa zakupowego! :)
Ostatnio pisałam Wam, że w Lawendowej Szafie oprócz pianki do stylizacji włosów kupiłam kremik, który pierwotnie przyszedł do cery suchej, ale sklep zreflektował się (BRAWO!) i przysłał kolejne, tym razem poprawne opakowanie. Używam go już jakieś 3 tygodnie i mogę już coś więcej o nim powiedzieć. Zapraszam więc do recenzji!


Witajcie Kochani!
Ostatnio mniej kręcę własnych kosmetyków, a więcej zużywam zakupionych dobrodziejstw. Dzisiaj recenzja pianki do włosów od Natura Siberica. 

Niewiele znalazłam opinii o tym produkcie na blogach, ale skuszona pozytywnymi wrażeniami po poprzednich zakupach kosmetyków rosyjskich, pomyślałam, że tym razem spróbuję z pianką do stylizacji włosów. Czy zachwyt dopadł mnie i tym razem? 


Zacznijmy od podstawowych danych.
Zakupione w: lawendowaszafa24.pl
Cena: 26 zł
Pojemność: 150 ml
Skład: Aqua with infusions of Abies Sibirica Needle Extract*, Agrostis Sibirica Extract*, Ribes Nigrum Leaf Extract, Arctium Lappa Root Extract*, Urtica Dioica Leaf Extract*, Polyquaternium-68, Polyquaternium-46, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Amaranthus Caudatus Seed Oil*, Linum Usitatissimum Seed Oil*, Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl Betaine, Hydrolyzed Silk, Panthenol, Cocamidopropyl Betaine, Cetrimoium Chloride, Yeast Extract, Tocopherol, Retinyl Palmitate, Thiamine HCl, Riboflavin, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Benzyl Alcohol, Cetrimonium Bromide, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Parfum, Citric Acid.

No to trzeba rozszyfrować teraz bardzo przyjemny składzik. Mamy tu parę ekstraktów z:
  • jodły syberyjskiej
  • mietlicy syberyjskiej
  • porzeczki czarnej
  • łopianu
  • pokrzywy
  • drożdży
oraz oleje organiczne:

  • z rokitnika
  • z amarantusa
  • lniany
i składniki odżywcze:
  • betaina (związek hydrofilowy o działaniu silnie nawilżającym, zapobiega elektryzowaniu się włosów)
  • hydrolizowany jedwab
  • witaminy E, A, B1, B2, B5
  • keratyna (tzw Keramimic 2.0 - inteligentnie odbudowuje najbardziej zniszczone miejsca na powierzchni włosa, ułatwia rozczesywanie, zapobiega ich plątaniu)
Po samych składzie można dojść do wniosku, że to bardziej odżywka niż tradycyjna pianka. Wszystkie komponenty dobrano tak, aby maksymalnie odżywić i zabezpieczyć włos przed stylizacją.  

Plusy:
  • nie obciąża,
  • ładnie pachnie,
  • lekko usztywnia włosy,
  • zastosowane na lekko wilgotne włosy poddane późniejszej stylizacji wydłuża trwałość fryzury (w skali do 6, u mnie na 4)
Minusy:
  • konsystencja - bardzo lekka pianka, która po ok 15 sekundach bardzo się "upłynnia". Spójrzcie na fotkę poniżej:

  • mało wydajna - mam co prawda włosy dość długie, ale po 2 zastosowaniach do przeciętnej stylizacji, nie mam już ok 10% opakowania.

Trudno mi jednoznacznie ocenić czy jestem z niej zadowolona. Skład co prawda piękny, ale od czasu do czasu, gdy chcę się nieźle ufryzurować, potrzebuję petardy. Fryzura ma się trzymać i to na 6+, a tu mi jednak 4 liter nie urwało... Mogę więc przymknąć oko na skład, byle osiągnąć wymarzony efekt. A więc będę dalej poszukiwać swojego ideału. Tym razem był to tylko przeciętny produkt.

Jeszcze na koniec dodam, że jestem bardzo zadowolona z podejścia do klienta w sklepie lawendowaszafa24.pl. Oprócz pianki, kupiłam tam również krem (recenzja wkrótce), który za pierwszym razem dostałam w wersji dla skóry suchej, którego nie zamawiałam. Po moim mailu, dostałam ze sklepu przemiłą odpowiedź z przeprosinami i przysłano mi, bez dodatkowych kosztów, drugi, już właściwy krem. Takim zachowaniem pozyskuje się klienta! Kto jeszcze tam nie był, niech zajrzy. Mają na prawdę niezły wybór.

Pozdrawiam i ściskam,
Ekoholistka

PS. A może wy znacie jakie fajne pianki do układania włosów, a do tego o przyzwoitym składzie? 

Witajcie Kochani, 
Muszę koniecznie podzielić się z Wami moim ostatnim odkryciem. Jako fanka maksymalnie naturalnej pielęgnacji, długo szukałam szamponu, który byłby i naturalny (bez SLS) i dobrze mył. Po długich poszukiwaniach wreszcie znalazłam swój ideał w postaci szamponu wzmacniającego od Planeta Organica.

Uwielbiam przygotowywać swoje specyfiki w zaciszu domowym i uważam, że są o niebo lepsze od tych drogeryjnych. Zdania raczej nie zmienię, aczkolwiek… Raz na jakiś czas daję się skusić na zakup jakiegoś kosmetyku, który urzeknie mnie swoim składem. Tak się stało gdy wybrałam serum anti –age od Planeta Organica. 



 Zachwyt nad kosmetykami rosyjskimi jest mam wrażenie wszechobecny. Czytając tu i ówdzie o „achach” i „ochach” zakupiłam parę produktów i…chyba wsiąknęłam do reszty. Oto, co możemy wyczytać o serum na stronie SKARBY SYBERII, w którym go kupiłam: 
Witajcie!
Tydzień temu dostałam paczuszkę - wygraną w świątecznym konkursie u Lili Naturalnej. Nie macie pojęcia jak się cieszyłam po wigilijnej kolacji, gdy odpaliłam bloga i zobaczyłam, że załapałam się do grona wygranych! Lili, jesteś boska, a Sylveco po prostu genialne. 



W bardzo skromnej, jutowej torebce znalazły się takie oto skarby plus zestaw próbek. 


Każdą rzecz przetestowałam już i mam już swoje zdanie (po tytule posta domyślacie się jakie). Na pierwszy rzut poszedł lekki krem rokitnikowy.


Krem mieści się w butlece typu airless, które uwielbiam. Ma konsystencję balsamu, czyli dość lejącą, świetną w aplikacji i bardzo wydajną. Krem nadaje się na dzień, pod warunkiem, że nie błyszczymy się za bardzo. Zapach - "śmierdzi" olejem arganowym!!! Te z was, które miały do czynienia z nierafinowanym olejem arganowym, wiedzą o jakim "smrodku" piszę. :-) Oznacza to, że producent nie kłamie, olej jest i na pewno nie w śladowej ilości! Cieszę się, bo świadczy to o tym, że firma nie oszczędza na składnikach i używa tych o bardzo dobrej jakości. O detalach (a jest ich sporo), można przeczytać w dołączonej do zestawu książeczki o wszystkich productach marki Sylveco.




Na kolejny ogień poszedł bardzo treściwy krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną. Krem, choć kosystencja przypomina bardziej masełko, nadaje się głównie na noc - ja mieszam z serum własnej roboty i rano budzę się z lekko błyszczącą, ale świetnie ukojoną i promienną cerą. Zrobiłam też mały eksperyment i użyłam go u trzyletniej córki jako krem ochronny na dwór. REWELACJA! Córka, która nie cierpi się niczym smarować, jest nim oczarowana. Mówi, że wygląda jak słoneczko! Z resztą, zobaczcie sami:



Poniżej spróbowałam uchwycić różnicę w konsystencji. Po lewej lekki krem rokitnikowy, po prawej "masełko" brzozowo-rokitnikowe z betuliną.


Świetna jest również pomadka ochronna. Mam porównanie z tą od Alterry i już mogę powiedzieć, że Sylveco bardziej mi odpowiada. Fajnie nabłyszcza, odżywia i mam wrażenie, że lekko rozpulchnia (powiększa) usta. Myślę, że może to być zasługą olejku cynamonowego. 


I na koniec arnikowe mleczko oczyszczające. Użyłam go tak jak sugeruje producent, ale miałam wrażenie, że nie domywa, tak jak bym chciała. Znalazłam więc dla niego nowe zastosowanie. Po umyciu twarzy, nie wycierając jej, nanoszę mleczko na twarz wacikiem (jak tonik) i pozostawiam do wyschnięcia. Nie stosuje to po tym kremu. Bardzo dobrze sprawdza mi się taka aplikacja pod minerały. 


Po przetestowaniu powyższych produktów, śmiało mogę obiecać, że na pewno wrócę po więcej. Cenne oleje i ekstrakty, proste składy, bezpieczne konserwanty, jasne i przejrzyste etykiety, bez owijania w bawełnę, prawda, cała prawda i tylko prawda. Cieszę się, że mamy kolejny skarb narodowy!

Lili i Sylveco bardzo dziękuję za wygraną. Firma zyskała na pewno jednego stałego klienta. 

Uściski,
Ekoholistka