Sylveco, miłość od pierwszego wejrzenia!

Witajcie!
Tydzień temu dostałam paczuszkę - wygraną w świątecznym konkursie u Lili Naturalnej. Nie macie pojęcia jak się cieszyłam po wigilijnej kolacji, gdy odpaliłam bloga i zobaczyłam, że załapałam się do grona wygranych! Lili, jesteś boska, a Sylveco po prostu genialne. 



W bardzo skromnej, jutowej torebce znalazły się takie oto skarby plus zestaw próbek. 


Każdą rzecz przetestowałam już i mam już swoje zdanie (po tytule posta domyślacie się jakie). Na pierwszy rzut poszedł lekki krem rokitnikowy.


Krem mieści się w butlece typu airless, które uwielbiam. Ma konsystencję balsamu, czyli dość lejącą, świetną w aplikacji i bardzo wydajną. Krem nadaje się na dzień, pod warunkiem, że nie błyszczymy się za bardzo. Zapach - "śmierdzi" olejem arganowym!!! Te z was, które miały do czynienia z nierafinowanym olejem arganowym, wiedzą o jakim "smrodku" piszę. :-) Oznacza to, że producent nie kłamie, olej jest i na pewno nie w śladowej ilości! Cieszę się, bo świadczy to o tym, że firma nie oszczędza na składnikach i używa tych o bardzo dobrej jakości. O detalach (a jest ich sporo), można przeczytać w dołączonej do zestawu książeczki o wszystkich productach marki Sylveco.




Na kolejny ogień poszedł bardzo treściwy krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną. Krem, choć kosystencja przypomina bardziej masełko, nadaje się głównie na noc - ja mieszam z serum własnej roboty i rano budzę się z lekko błyszczącą, ale świetnie ukojoną i promienną cerą. Zrobiłam też mały eksperyment i użyłam go u trzyletniej córki jako krem ochronny na dwór. REWELACJA! Córka, która nie cierpi się niczym smarować, jest nim oczarowana. Mówi, że wygląda jak słoneczko! Z resztą, zobaczcie sami:



Poniżej spróbowałam uchwycić różnicę w konsystencji. Po lewej lekki krem rokitnikowy, po prawej "masełko" brzozowo-rokitnikowe z betuliną.


Świetna jest również pomadka ochronna. Mam porównanie z tą od Alterry i już mogę powiedzieć, że Sylveco bardziej mi odpowiada. Fajnie nabłyszcza, odżywia i mam wrażenie, że lekko rozpulchnia (powiększa) usta. Myślę, że może to być zasługą olejku cynamonowego. 


I na koniec arnikowe mleczko oczyszczające. Użyłam go tak jak sugeruje producent, ale miałam wrażenie, że nie domywa, tak jak bym chciała. Znalazłam więc dla niego nowe zastosowanie. Po umyciu twarzy, nie wycierając jej, nanoszę mleczko na twarz wacikiem (jak tonik) i pozostawiam do wyschnięcia. Nie stosuje to po tym kremu. Bardzo dobrze sprawdza mi się taka aplikacja pod minerały. 


Po przetestowaniu powyższych produktów, śmiało mogę obiecać, że na pewno wrócę po więcej. Cenne oleje i ekstrakty, proste składy, bezpieczne konserwanty, jasne i przejrzyste etykiety, bez owijania w bawełnę, prawda, cała prawda i tylko prawda. Cieszę się, że mamy kolejny skarb narodowy!

Lili i Sylveco bardzo dziękuję za wygraną. Firma zyskała na pewno jednego stałego klienta. 

Uściski,
Ekoholistka


NowszeWpisy StarszeWpisy Strona główna